Od wtorku, 5 maja, strażacy, leśnicy, policja i wojsko walczą z dużym pożarem lasu w rejonie miejscowości Kozaki w gminie Łukowa, na terenie Nadleśnictwa Józefów. Ogień objął lasy Puszczy Solskiej. Według Lasów Państwowych szacunkowa powierzchnia pożaru to około 300 hektarów, a potwierdzona spalona powierzchnia wynosi co najmniej 100 hektarów. W akcji zginął pilot samolotu gaśniczego Dromader.
Zgłoszenie o rozległym pożarze wpłynęło we wtorek po południu. Ogień pojawił się w okolicach Kozaków, w powiecie biłgorajskim. Służby od początku mówiły o trudnej sytuacji. Las był bardzo suchy, a wiatr przenosił ogień przez kolejne fragmenty drzewostanu.
Pożar objął teren Nadleśnictwa Józefów oraz lasy prywatne. Według Lasów Państwowych ogień przeniósł się przez drogę wojewódzką na odcinku Józefów–Osuchy. Powstawały też punktowe zarzewia oddalone nawet o około kilometr od głównego frontu.
W środę rano Lasy Państwowe informowały, że sytuacja powoli się stabilizuje. Ogień nie rozprzestrzeniał się już tak szybko, ale nadal trwało dogaszanie zarzewi. Część z nich znajdowała się na terenach bagnistych, gdzie dojście i dojazd są utrudnione.
„Linia ognia ma ok. 800 m i w chwili obecnej jest to pożar powierzchniowy” – przekazał Adam Wasiak, dyrektor generalny Lasów Państwowych.
We wtorek wieczorem w działaniach brało udział ponad 300 strażaków. Później liczba sił rosła. W środę rano lokalne służby i media podawały, że na miejscu pracuje około 400 strażaków, ponad 80 zastępów, wozy gaśnicze i cysterny.
Na miejsce kierowano strażaków z Lubelszczyzny, Podkarpacia i Małopolski. W działaniach pomagał też moduł GFFF, czyli specjalistyczna grupa do gaszenia pożarów lasów w miejscach, gdzie ciężki sprzęt ma ograniczony dojazd.
Dużym problemem było zaopatrzenie w wodę. Strażacy korzystali z sieci wodociągowej, zbiorników w Kozakach i zalewu w Józefowie. Woda była dowożona na rozległy teren akcji.
Od wtorku pożar gaszono także z powietrza. W akcji brały udział samoloty i śmigłowiec Lasów Państwowych z regionalnych dyrekcji w Lublinie, Warszawie, Łodzi i Radomiu. Maszyny wykonywały zrzuty wody do zmroku.
W środę rano do działań włączono policyjnego Black Hawka ze zbiornikiem Bambi Bucket. Maszyna może zabierać około 3000 litrów wody. Nad lasem pracowały też drony z kamerami termowizyjnymi, które pomagały wskazywać miejsca ponownego żarzenia.
„Wprowadzenie śmigłowców od wczesnych godzin rannych ma pomóc powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia” – mówił minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński podczas porannego briefingu.
We wtorek wieczorem, przed godziną 21, doszło do katastrofy samolotu gaśniczego. Rozbił się M18A Dromader, który brał udział w gaszeniu pożaru. Maszyna spadła w rejonie działań, w pobliżu miejscowości Osuchy.
Pilot zginął na miejscu. Według informacji branżowego portalu DlaPilota, samolot miał znaki rejestracyjne SP-ZUT i wystartował z warszawskich Babic. Lasy Państwowe podały, że był to Dromader z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie.
Okoliczności katastrofy mają wyjaśniać Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuratura.
Do akcji skierowano także żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Decyzję o ich udziale przekazał minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Według komunikatów do pomocy strażakom miało ruszyć co najmniej kilkudziesięciu terytorialsów.
Ich zadaniem jest wsparcie działań prowadzonych w terenie, w tym pomoc przy zabezpieczeniu akcji i pracy służb w trudno dostępnych miejscach.
Mieszkańcy okolicznych miejscowości otrzymali alert RCB z zaleceniem, by nie otwierać okien z powodu dymu. Według służb ogień znajdował się około 6 kilometrów od zabudowań.
Z powodu akcji zamknięto drogę wojewódzką nr 849 na wysokości miejscowości Kozaki. Policja kierowała ruch objazdami. Od strony Józefowa wyznaczono przejazd przez Aleksandrów, a od strony Obszy przez Łukową i Księżpol do drogi wojewódzkiej nr 835.
Służby apelują, by nie podjeżdżać w rejon pożaru i stosować się do poleceń strażaków oraz policjantów.
Warunki w lesie są trudne. Służby wskazują na wysuszoną ściółkę, wiatr i ograniczoną sieć dróg dojazdowych. Część ognia miała charakter wierzchołkowy, czyli przenosiła się koronami drzew.
W środę rano strażacy informowali, że pożar przestał się szybko rozprzestrzeniać. Nadal trwa dogaszanie zarzewi, budowa pasów zaporowych i pilnowanie linii komunikacyjnych.
Na miejscu pracują strażacy, leśnicy, policjanci, żołnierze WOT oraz załogi sprzętu lotniczego.