Motor Lublin znów zrobił coś, czego nie widzieliśmy od pokoleń. W 16. kolejce PKO BP Ekstraklasy nasz zespół pokonał w Krakowie Cracovię 2:1 i przerwał serię 54 lat bez wygranej przy Kałuży. To był mecz z tych, które kibic pamięta na długo — żywy, ostry, pełen charakteru i z finałem, który wyrywa z fotela.
Od pierwszych sekund było widać, że Motor nie zamierza powtarzać traumy sprzed roku, kiedy skończyło się bolesnym 2:6. Już w pierwszej minucie Ivo Rodrigues uruchomił Ronaldo, Fabio zatańczył z piłką w polu karnym Cracovii i dopiero rozpaczliwa interwencja obrońcy zatrzymała akcję. Chwilę później Michał Król huknął z szesnastki — Madejski jeszcze wtedy ratował gospodarzy.
Motor grał wysoko, agresywnie, bez kompleksów. Pressing działał, Samper czyścił środek pola jak automat, a Matthys — wracający po przerwie — wyglądał jak zawodnik, który przez miesiące tylko czekał, żeby wyjść i wygrać wszystko w powietrzu.
Najbliżej gola byliśmy przed przerwą. Luberecki wrzucił świetnie, Stolarski zgrał, Czubak uderzył… i już mieliśmy w głowie celebrację, ale defensor Cracovii zdołał zasłonić strzał. 0:0 po pierwszej połowie było wynikiem mocno na wyrost dla gospodarzy.

Druga połowa zaczęła się tak, jak chcieliby to widzieć kibice Motoru na każdym stadionie w Polsce. Rodrigues złapał piłkę na swojej połowie, pociągnął kilkadziesiąt metrów i huknął z dystansu. Po drodze futbolówka odbiła się od Traoré i wpadła obok zaskoczonego Madejskiego. 1:0, pełny sektor gości eksploduje.
Kilka minut później znów pachniało golem, bo Czubak zgrał świetnie do Króla. Ten już miał sytuację sam na sam, ale znikąd pojawił się Wójcik, zabierając mu bramkę w ostatniej sekundzie.
Niestety, w 67. minucie Cracovia doprowadziła do wyrównania po rykoszecie i bardzo mocnym uderzeniu Praszelika. Ten sam zawodnik chwilę później uderzył raz jeszcze — tym razem minimalnie obok.
I kiedy wydawało się, że remis stanie się faktem, Motor odpalił akcję, która będzie wspominana latami. Van Hoeven i Rodrigues zagrali na małej przestrzeni jak w piłce halowej, Holender odpalił idealną wrzutkę, a Czubak zrobił to, co robi najlepiej — głowa, gol, 2:1.
Przy sektorze gości — istna eksplozja.
Po meczu trener Mateusz Stolarski nie krył emocji. Mówił twardo, szczerze, po piłkarsku — tak, jak lubią to słyszeć kibice Motoru.
– To było nasze pierwsze zwycięstwo na tym stadionie od 54 lat. Pełny sektor naszych kibiców niósł nas przez cały mecz. To zwycięstwo jest dla Was.
Podkreślił też, jak trudny personalnie był ten mecz: kontuzja Najemskiego, absencja Jacquesa, choroba Czubaka, gra Stolarskiego na skręconej kostce. A jednak — drużyna dowiozła wynik, pokazując charakter.
– Duży szacunek dla całej drużyny. Wszyscy wierzą w proces, ciężko pracują i dzisiaj dostali za to nagrodę.
Świetny mecz rozegrał Hervé Matthys, jeden z bohaterów tego wieczoru.
– Cieszę się, że mogłem wrócić do gry. Czuliśmy się pewnie, dobrze rozgrywaliśmy i byliśmy stabilni w obronie. To ważne zwycięstwo, które pozwala patrzeć w górę tabeli, nie w dół.
Ten wyjazd to coś więcej niż trzy punkty. To symbol, przełamanie, pokaz siły. To sygnał dla ligi: Motor przyjeżdża na najtrudniejsze stadiony i gra jak równy z równym. A czasem — jak w Krakowie — po prostu wygrywa.
Bramki:
67’ Praszelik – 48’ Rodrigues, 83’ Czubak
Cracovia: Madejski – Henriksson, Al-Ammari (57’ Praszelik), Stojilković (57’ Minczew), Maigaard (87’ Zahiroleslam), Hasić (76’ Biedrzycki), Perković, Klich, Traore, Wójcik, Piła (57’ Sutalo)
Motor Lublin: Brkić – Stolarski, Bartoš, Matthys, Luberecki (79’ Palacz) – Samper, Wolski (76’ Scalet), Rodrigues – Król (69’ Karasek), Czubak, Ronaldo (69’ van Hoeven)
źródło: Motor Lublin SA, foto: Łukasz Wójcik, oprac. red.